| Polish K2 Broad Peak Expedition 2010 |
|
|
| Wpisany przez Paweł Brzozowski | ||||||
| wtorek, 29 czerwca 2010 21:41 | ||||||
Strona 3 z 4
Dziennik wyprawy22 czerwca 2010 Udało nam się wsiąść na pokład samolotu, którym przylecieliśmy z Islamabadu do Skardu, stolicy Baltistanu. Dzięki temu uniknęliśmy męczącej trwającej ponad 20 godzin podróży Karakorum Highway w upale dochodzącym do 50 stopni Celsjusza. Lot zdecydowanie poprawił humor wszystkim uczestnikom wyprawy. Jesteśmy już w hotelu. Będzie to nasz ostatni nocleg z takimi wygodami jak np. prysznic. Od tej pory będziemy spac w namiotach. Teraz czeka nas przepakowanie cargo na 25kg ładunki dla tragarzy na jutrzejszy początek trekkingu i ostateczne pożegnanie cywilizacji. 23 czerwca udajemy się w stronę Askole – ostatniej zamieszkałej wioski na naszej drodze znajdującej się na wysokości 3050 m n.p.m. 23 czerwca 2010 Do Askole dojechaliśmy jeepami. Ostatni odcinek drogi pokonywaliśmy wahadłowo autami, a także na piechotę z uwagi na ostatni most przed wioską, który od dwóch lat jest zerwany. Spadł na niego duży głaz. Tylko jednemu jeepowi udało się przejechać przez rwącą rzekę. Dzisiaj kolejny dzień organizacyjny i prace związane z pakowaniem naszego cargo. Są już nasi tragarze tzw. portersi. Jest ciągłe ważenie, przekładanie i upychanie rzeczy tak, aby nigdzie nie było choćby o kilogram za dużo. Askole to biedna wioska bez prądu i ostatni punkt wypadowy do bazy pod K2. Jutro zaczynamy karawanę. Nasza droga będzie wiodła wzdłuż rzeki Braldo. Będzie to długa podróż w upale. 24 czerwca 2010 Dotarliśmy do Jhula 3300 m n.p.m. Pobudkę mieliśmy o 5 rano. Następnie odbyła się ceremonia ważenia bagaży. Mamy ze sobą 3,5 tony niezbędnego ładunku i 150 tragarzy. Pogodę nam dopisała. Nie było słońca. Po 7 godzinach doszliśmy do naszego obozowiska nad górską rzeką. 25 czerwca 2010 Doszliśmy do Paiju – obozowiska na wysokości ok. 3500 m n.p.m. w zielonej oazie znajdującej się w cieniu sześciotysięcznika Paiju Peak (6611 m n.p.m.).Wszyscy w dobrych humorach. Aklimatyzacja przebiega wzorcowo. W trasie trochę padało. Teraz jest bezdeszczowo, ale niebo pokrywają chmury. Być może ze względu na odpoczynek naszych tragarzy zostaniemy tu do jutra przed wejściem na lodowiec Baltoro. Mamy tutaj przepiękne widoki. Obozowisko założyliśmy w komfortowym miejscu, ostatnim bez lodu. Wszyscy rwą do góry. 1 lipca 2010
Pierwszy raz K2 zobaczyliśmy z Concordii, niestety wczoraj w drodze do bazy K2 już nie było widoczne ze względu na padający w drodze śnieg. Dziś ciągle pada dalej, ale wg prognoz jutro ma się rozpogodzić. Jeśli wszystko sie sprawdzi to jutro wychodzimy w stronę obozu I. Oczywiście tutaj pod K2 karty rozdaje pogoda i to ona za nas zadecyduje. 2 lipca 2010 3 lipca 2010
4 lipca 5 lipca 6 lipca Dzisiaj z rana miała wyjść do góry grupa: Tamara, Darek, Tomek, Boguś, Jura oraz porterzy wysokościowi. Celem ich wyjścia miał być nocleg w C1 (5900 m n.p.m.) i następnego dnia zaporęczowanie i założenie C2 na wysokości 6350 m n.p.m. Jednak w nocy mieliśmy mały opad śniegu i z rana wyglądało nieciekawie, więc grupa nie wyszła. Pogoda jednak już po 10:00 się 7 lipca Tamara, Darek, Tomek, Boguś i Jura wyszli do obozu I, tam dzisiaj śpią i zaczęli poręczować w kierunku obozu II, który mamy nadzieję powstanie jutro. Reszta ekipy odpoczywała w bazie. 13 lipca Siedzimy trzeci dzień w bazie po zejściu z obozu II na wysokości 6350 m n.p.m. Niestety mamy opady śniegu, a u góry silny wiatr 80-100 km/h. Uniemożliwia to dalszą pracę nad postawieniem obozu III. Podczas ostatniego 4-dniowego wyjścia postawiliśmy w obozie I dodatkowy namiot i założyliśmy obóz II. Wszystkie obozy są bardzo malownicze, dosłownie wiszą nad przepaścią. Niestety w związku z tym też nie bardzo komfortowe. Część podłogi namiotów zawsze zwisa w przepaść lub stoi bezpośrednio obok śnieżnych nawisów. Mamy wrażenie, że gdyby nogi zrobiły dziurę w powłoce namiotu to chwilę później znajdziemy się kilometr niżej u podstawy ściany. Po wyjściu z namiotów często wpinamy się w liny poręczowe, a w jedynce spaliśmy z Tamarą w uprzężach wpięci w doprowadzoną do namiotu poręczówkę. W czasie kiedy 2 noce spaliśmy w dwójce (8-10 lipca) nie próżnowaliśmy.
Z Jurą, Darkiem i Tamarą założyliśmy liny poręczowe do wysokości 6600 m n.p.m., połowa drogi do trójki zatem jest już ubezpieczona. U góry wieją już silne wiatry i jest zimno. Mamy nadzieję, że następne wyjście to już spanie w obozie III na ok. 7050 m n.p.m. oraz rekonesans w stronę ramienia na 7800 m n.p.m.
Wszystko zależy od pogody. Wg prognozy wiatry mają ucichnąć 17 lipca, wtedy też wybieramy się do góry, ale czy prognoza się potwierdzi? Każdego dnia mamy tu niespodzianki, ale najważniejsze, że dopisują humory. 21 lipca Karakorum pokazało, że nic tu nie jest pewne. Optymistyczne prognozy pogody sprzed kilku dni oraz myśli o ataku na K2 dziś są już nieaktualne. Wiemy już, że nie będzie okna pogodowego 24-25. Nowa prognoza mówi coś o ewentualnym oknie 27-28 lipca, ale trudno w nią święcie wierzyć, kiedy wkoło nie widzimy gór tylko chmury, a z każdą godziną w bazie przybywa śniegu. Czas spędzamy odpoczywając w bazie i dobrze się odżywiając. Krótko przed załamaniem pogody do bazy dotarły nowe ładunki z prowiantem, w tym świeże mięso z rodzaju miejscowego Yaka. W mesie widać więc często uśmiechy na twarzach podczas posiłków. Czas umilamy sobie również rozgrywkami w szachy, scrable, a nawet urządziliśmy miejscowe "laptopowe" kino oglądając kultowe "Lejdis". Nie pozostaje nam nic innego jak czekać. Trzymajcie kciuki! 30 lipca Siedzimy wszyscy już trzeci dzień w bazie. Wokół okropna pogoda, pada deszcz ze śniegiem! Deszcz powyżej 5 tysięcy metrów, dziwne zjawisko na tej wysokości, ale ponoć w Karakorum nie takie rzadkie. Jedyną wątpliwą zaletą jest fakt, że nie zasypuje nam bazy świeżym śniegiem, tylko wszystko od razu topnieje. Mamy nad nami jakiś ciepły front, który skutecznie psuje pogodę w rejonie K2. Wg prognoz może poprawi się po 3-4 sierpnia, więc cierpliwie czekamy, nic innego nie jesteśmy w stanie zrobić. Jeszcze kilka dni temu wszyscy byliśmy podekscytowani próbą ataku. Podzieleni na 2 grupy, które wyszły z bazy 24 i 25 lipca zmierzaliśmy w kierunku szczytu. Pierwsza grupa miała atakować 27 lipca, w niej Kinga, Tamara i Darek. Reszta ekipy, z przystankiem w obozie III planowała atak 29 lipca, już po zejściu pierwszej trójki. Niestety już 26 było wiadomo, że ewentualne szanse ma tylko pierwszy zespół. Prognoza rokowała tylko na wejście 27, później pogoda gwałtownie się zmieniała. Zapowiedź silnego wiatru i opadów na 29 zatrzymała drugi zespół w połowie drogi w górę. Zeszliśmy do bazy i obserwowaliśmy poczynania Kingi, Tamary i Darka. Niestety 26 dotarli z powodu wiatru zbyt późno w rejony obozu IV. Rozstawili namioty w tzw. niższej czwórce, około godziny przed ramieniem K2. Podjęli decyzję o zejściu następnego dnia. Pogoda nie była taka, jak mówiła prognoza, wiec próba wejścia na szczyt mogła być zbyt ryzykowna. Liczymy, że pogoda niebawem się poprawi. U góry pada śnieg i oblepia skały. Jeśli będzie tak jeszcze przez kilka dni, może skończyć się to poważnym zagrożeniem lawinowym na naszej drodze. Droga do jedynki po opadach to zawsze loteria. Trzeba będzie poczekać dzień, dwa, aby spadły lawiny i dopiero można będzie działać. Liny poręczowe znów pod śniegiem do wyrywania lub do naprawy, droga na nowo do przetorowania. Łatwo nie będzie, ale duch w zespole ciągle jest! |
||||||
| Poprawiony: poniedziałek, 02 sierpnia 2010 21:19 |