Start Publicystyka Widziane z Góry O Babci Nowakowej - blisko Pana Boga
O Babci Nowakowej - blisko Pana Boga Drukuj Email
Widziane z Góry
Wpisany przez Franciszek Pulit   
piątek, 13 października 2006 17:26

Leśniczy z Młodowa pytany o drogę do Babci Nowakowej uśmiecha się. - Panie, ona mieszka na końcu świata. Mówią ludzie - dodaje - najbliżej Pana Boga. Żyja ona w innym świecie. Tak, czy inaczej - ciągnie leśnik - jest to wyjątkowa babina. Mieszka sama na odludziu, w dymnej chacie, już 28 lat! Takiej dymnej chatynki i na takiej wysokości, to już teraz w polskich górach nie uświadczy...

- Trzeba iść w górę, grzbietem przez las. O! - gestem ręki wskazuje kierunek. - Na szczycie Kordowca skręci pan w lewo, w leśną przecinkę, jeszcze kawałek wspinaczki na kolejny szczyt, za nim rozciąga się pogarbiona polana na grzbiecie Radziejowej. - Tam zobaczy pan stajenkę betlejemską babci Nowakowej.

Strome podejście przez ciemny, jodłowo - bukowy las wywiera przygnębiające wrażenie. Im wyżej, tym ciężej oddychać i wyciągać nogi z zasp sięgających miejscami do pasa. Krok po kroku pnę się w górę. Pot spływa po całym ciele, serce bije coraz głośniej. Porywisty wiatr nagina wysokie jodły i buki, które trzeszczą i gromią złowrogim łoskotem łamiących się konarów. W oddali słychać pomrukiwania buchtujących dzików. Czas się dłuży, mija prawie trzecia godzina morderczego podejścia. Widać w śnieżnej zamieci, jak we śnie, bezleśny od strony południowej, szczyt Kordowca... Mija dalsze pół godziny, za kolejną kulminacją wychodzę na leśną polanę i oczom nie wierzę. Wśród śnieżnych bałwanów, wiatrem modelowanych, wyraźnie rysuje się mała chatka, niczym z bajki, śnieżną czapą przykryta.

Dymna chatka, posiadająca jedynie sień i jedną izbę, liczy sobie już ponad sto lat. Obłożona jest sągami bukowego drewna, ma tylko jedno okno od strony południowej, skierowane ku drugiej dymnej chacie zamienionej na stajenkę. Stoi ona na wierzchołku grzbietu podnoszącego się ku Radziejowej. Mijające lata i wiatr przygięły stajenkę ku ziemi. Jak długo jeszcze opierać się będzie porywistym wiatrom, trudno przewidzieć. Gdyby nie podpory, dawno już rozleciałaby się jak domek z kart. Psy szczekaniem oznajmiają babci Nowakowej o zbliżaniu się dzików, wilków, rysiów, saren, czy jeleni, rzadziej człowieka.

Babcia Nowakowa wita mnie z uśmiechem w sieni. Sień robi wrażenie czarnej otchłani. Dym uchodzący do sieni pokrył belki ścian grubą, ciemną, smołowatą powłoką. Mocny zapach dymu miesza się z zapachem kiszonej kapusty i podsuszanych bukowych drewien, zanim trafią do pieca. Wysoki próg oddziela sień od izby. Płomienie z paleniska oświetlają nieco wnętrze. W ich rozbłyskach dostrzec można dwa łóżka, szafę, ślufanek i stół. Wydaje się, że czas w tej dymnej chacie zatrzymał się sto lat temu. - Czy babcia Nowakowa jest tego samego zdania?
- Czas się nie zatrzymuje. Bo jak można zatrzymać czas? - zastanawia się babcia Nowakowa.
- Mój czas to siedemdziesiąt kilka lat życia. Wychowałam się w lesie, w dzikich ostępach i na leśnych polanach. Dziką miałam młodość, dzika baba jestem i taką pozostanę do śmierci.
Zastanawia się przez chwilę, poprawia chustkę na głowie i mówi dalej: - Tak po prawdzie, to nie wiem dokładnie kiedy i gdzie się urodziłam. - Pewnie w Roztoce Ryterskiej. Ojca swojego nie znałam. Byłam znajdą.
- Moi opiekunowie nie posłali mnie do szkoły. Po co pasterce szkoła? I tak zostało... Na służbie u Toczka w Obłazach Ryterskich byłam trzy roki. Dobrzy byli to ludzie. Chcieli mnie wydać za mąż, abym miała swój kąt.
Kto chciałby biedną służącą, nie umiejącą czytać i pisać?
- Znalazł się jednak 42-letni wdowiec z przysiółka Poczekaj pod Radziejową. Tak więc przyszłam na tę kalwaryjską górę, do tej właśnie dymnej, kurnej chaty. Mając wówczas 20 lat przestałam być służącą. Miałam upragniony swój kąt.
- Chałupa jak chałupa - ciągnie babcia Nowakowa. - W izbie stała krowa i cielę. Nie było podłogi, ino klepisko. - W rogu izby sporo miejsca zajmował piec z nalepą bez komina. Stoi do dziś, tylko się zawalił i trzeba go było poprawić. Dym z pieca rozchodził się po całej izbie, szczypał w oczy i drażnił w gardle. Przez szpary między żerdziami w powale rozchodził się pod gontową kalenicą. Dymił cały dach. Podobnie jest dzisiaj, z tą jednak różnicą, że dym przez rurę kierowany jest najpierw do sieni...
- Gdzie spałam z chłopem?
- W izbie, nad krową powieszone było wyrko, zbite z cienkich żerdzi. Spało się na słomie pod wełnianą derką. Taką miałam noc poślubną. Tak spałam z chłopem przez kilkanaście lat. Zaczęły na świat przychodzić dzieci, w izbie robiło się coraz ciaśniej. Jedno dziecko sypiało w kołysce, a dwoje starszych w ślufanku. Teraz trzymam w nim mąkę i cukier. Wojna się kończyła, jak naszych sąsadów z górki wywieźli na roboty do Niemiec. Opróżniła się dymna chata po Bołozach, wprowadziliśmy do niej krowę z cielęciem i kury - ledwo stoi do dziś.
- Dzieci miałam pięcioro. Jak podrastały, sprawiliśmy im łóżka, później szafę i stolik. Chodziły do szkoły w Piwnicznej, kilka kilometrów przez góry. Jednak do siódmej klasy nie doszły. W zimie do szkoły nie chodziły. Była bieda. Nie mieliśmy za co kupić im ubrań i butów. Nie miałam często strawy dla nich. O chlebie nie było mowy. - Co się jadło? - Ziemniaki z kapustą i grochem, kaszę, czyli zamieszkę z razowej mąki z mlekiem, placki ziemniaczane pieczone na blasze, zacierkę z mlekiem i kluski ziemniaczane z mlekiem. Kurę zabijałam od wielkiego święta. Cóż miałam robić? Dałam dzieci na służbę.
- Lata mijały, dzieci rosły, wieczorowo kończyły siódmą klasę. Znalazły robotę i rozeszły się po świecie. W roku 1970 zmarł mi mąż. Od tej pory żyję sama w tej dymnej pustelni. Tu mi jest najlepiej...
- Dzieci panią odwiedzają? - pytam.
- Dwie córki mieszkają w Brzesku, syn Staszek w Krakowie, najstarszy Franek koło Zagórza w Bieszczadach, Janek w Opolskim - rzadko zaglądają.
- A wnuki?
- Mam na dzień dzisiejszy piętnaścioro wnucząt i troje prawnucząt. Czasem w lecie przyjadą na parę dni. - Ja do dzieci też nie mam jak pojechać. Kolej droga, a najważniejsze jest to, że krowy, kur i psów nie mam przy kim zostawić.

 
 

Zobacz również

 
 

e-gory.pl jest strategicznym partnerem projektu fotowarsztaty.com,
cyklicznych warsztatów fotograficznych w Tatrach, Pieninach, Bieszczadach, Sudetach, nad Bałtykiem, w Warszawie, Krakowie oraz w Toskanii


brzoza.net :: fotografia | grafika | druk | internet