Gdy góra chce zabić...

Tatry, Pieniny, Beskid Śląski, Beskid Mały, Beskid Makowski, Beskid Żywiecki, Beskid Wyspowy, Gorce, Beskid Sądecki, Beskid Niski, Bieszczady i Góry Sanocko-Turczańskie

Moderator: Moderatorzy

Kajetan
 
Posty: 667
Dołączył(a): Wt 15 lut, 2005
Lokalizacja: Chełm/Kraków

Re: Gdy góra chce zabić...

Śr 25 sty, 2006

dianek napisał(a):hej:D dianek powraca:D


Witamy po dłuższej nieobecności :D

Avatar użytkownika
Żaku
Administrator forum
 
Posty: 2043
Dołączył(a): N 25 wrz, 2005
Lokalizacja: Siemianowice Śl.
Ulubione góry: Beskid Żywiecki

Re: Gdy góra chce zabić...

Śr 25 sty, 2006

dianek, pomogłaś mi bardzo swoją relacją, nigdy bym sie nie spodziewał tego, co tam przeżyłem na początku listopada, gdybym nie przeczytał tego co Ciebie spotkało ;)

Szkoda tylko, że od tamtego czasu nie byłaś na Babiej, ale pewnie juz niedługo się uda :)

Pozdrawiam!
"Nie możemy żyć wg. zasady: wszyscy przeciw wszystkim, ale tylko wedle zasady wszyscy z wszystkimi, wszyscy dla wszystkich".
Jan Paweł II
"Jeśli nie wiesz, jak należy się w jakiejś sytuacji zachować, na wszelki wypadek zachowuj się przyzwoicie." (Antoni Słonimski)

Obrazek Obrazek

Avatar użytkownika
dianek
 
Posty: 556
Dołączył(a): Wt 01 lut, 2005
Lokalizacja: Nowy Zamek w Krainie Deszczowców
Ulubione góry: wypukłe :P

Re: Gdy góra chce zabić...

Cz 26 sty, 2006

o ile w koncu ta gora mnie wpusci na swoje zbocza to pewnie sie uda;)
[bo probowalam kilka razy-nie dalo rady, z baaardzo roznych wzglegow-niezle babia ma wykrety;)]

starymnich
 

Re: Gdy góra chce zabić...

Pt 03 lut, 2006

Andynisci powtarzja z luboscia przyslowie: "La montaña esputa a los tontos" (Gory wypluwaja glupich). Czasem zywych czasem martwych. Ze wypluwaja, to sprawdzilem, sam bedac wypluty w zeszym roku z wysokosci 6000 m. z brzydkimi objawami "soroche" - po prostu (glupi)szedlem odrobine za szybko :)

(przepraszam za brak polskich literek)

Avatar użytkownika
Żaku
Administrator forum
 
Posty: 2043
Dołączył(a): N 25 wrz, 2005
Lokalizacja: Siemianowice Śl.
Ulubione góry: Beskid Żywiecki

Re: Gdy góra chce zabić...

So 04 lut, 2006

dianek napisał(a):o ile w koncu ta gora mnie wpusci na swoje zbocza to pewnie sie uda;)
[bo probowalam kilka razy-nie dalo rady, z baaardzo roznych wzglegow-niezle babia ma wykrety;)]


dianek, jesli naprawdę tak ciężko jest Ci dostać się na szczyt (z różnych powodów ;) ) to zapraszam do Sztafety, w 'mojej' jej części jest właśnie Babia, może wtedy uda nam się wspólnie z innymi członkami ( :oops: ) dostać na szczyt od strony Pilska. Przygotuj się na lipiec :)
"Nie możemy żyć wg. zasady: wszyscy przeciw wszystkim, ale tylko wedle zasady wszyscy z wszystkimi, wszyscy dla wszystkich".
Jan Paweł II
"Jeśli nie wiesz, jak należy się w jakiejś sytuacji zachować, na wszelki wypadek zachowuj się przyzwoicie." (Antoni Słonimski)

Obrazek Obrazek

Avatar użytkownika
dianek
 
Posty: 556
Dołączył(a): Wt 01 lut, 2005
Lokalizacja: Nowy Zamek w Krainie Deszczowców
Ulubione góry: wypukłe :P

Re: Gdy góra chce zabić...

Cz 09 lut, 2006

o ile nie bede w tym czasie zdawac na studia i bede w polsce-to bardzo chetnie:D i o ile dozyje;)

Avatar użytkownika
Żaku
Administrator forum
 
Posty: 2043
Dołączył(a): N 25 wrz, 2005
Lokalizacja: Siemianowice Śl.
Ulubione góry: Beskid Żywiecki

Re: Gdy góra chce zabić...

Pn 13 lut, 2006

Ok, więc czekam i trzymam za słowo :)
"Nie możemy żyć wg. zasady: wszyscy przeciw wszystkim, ale tylko wedle zasady wszyscy z wszystkimi, wszyscy dla wszystkich".
Jan Paweł II
"Jeśli nie wiesz, jak należy się w jakiejś sytuacji zachować, na wszelki wypadek zachowuj się przyzwoicie." (Antoni Słonimski)

Obrazek Obrazek

Szłapton
 

Re: Gdy góra chce zabić...

So 18 lut, 2006

To może któryś z weekendów: lutowy 24-27.02 i marcowy 03-05.03?? Właśnie myślę nad wyjściem na Babią wraz z nartami :)

zbyszek
 

Re: Gdy góra chce zabić...

Wt 14 mar, 2006

W pełni się ztobą zgadzam dianku,ja też coś napiszę o jednej z wypraw na Babią.kilka lat w stecz szliśmy na Babią zAndrychowa, było to pod koniec wrzesnia w 1977r.pogoda nie była za ciekawa padał deszcz ,ale było dość ciepło.Około 16 dotarliśmy do stacji turystycznej w Hucisku( teraz już nie istnieje),po noclegu na drugi dzien wyruszyliśmy w dalszą drogę.Ekwipunek jakim dysponowalismy był daleki od tego jaki jest dostępny obecnie tak więc,ciężkie skórzane buty kurtki jakie kto miał parciane plecaki noi namiot 5cio osobowy ktury warzył ponad 10 kilo. Gdy już dotarliśmy do schr. na M SZcz.to okazało sie że nie możemy rozbić namiotu bo po pierwsze park a po drugie strefa granicznai żebytego bylo mało jeden z nas zapomniał dokumentów i nie chciano nas zameldować w schroniskuByliśmy totalnie załamani.przemoczenii potwornie zmęczeni może nie tak samą wędrówką jak dżwiganiem tego całego szpejostwa,no ale coż (lepiej nosić niż sie prosiś) w końcu po 2 godzinach oczekiwania uwczesni włlodarze schroniska stwierdzili ze tak być nie może i musza coś zrobić,narażając się przy tym na przykre konsekwęcje ze strony pograniczników gdyby dowiedzieli sie że zameldowano nas na podstawie lipnych papierów ale udało sie. Nastepnego dnia wyruszylismy w droge zdobyć ten owiany tajemnica i legędą szczyt DIABLAK.. Pogoda byla kiepska lekki deszcz i nie zbyt cieplo prz schronisku było +9 st.Po 2u godzinnej wedrówce dotarliśmy na szczyt,nikt nie spodziewał się tego co miało za chwil parę nastąpić.Będac na szczycie radości naszej nie było konca. Jak na prawdziwych zdobywców przystało przypięliśmy propożec na wieży trangulacyjnej (a własciwie na jej połowie)która wuwczas tam jeszcze stała . Po odpoczynku i posileniu sie postanawiamy wracać, tą sama drogą przez Brone,noi zaczeło się. Wciagu paruChwil widocznosć spada nemal do zera ,na wyciągniecie ręki dłoni nie widać,mżawka marznąca przechodząca w spadające kawałki lodu pózniej śnieg noi ten przerażający wiatr. Dotarliśmy do kośćiółkow i tracimy orientacje,jak sie potem okazuje nie tylko my spotykamy grupe lturystów wtym trzech przewodników imają takie same kłopoty jak my.Postanawiamy znaleść kosówke i zrobić cosna wzór szałasu i przeczekać.,licząc na to że to jakaś anomalia pogodowa ze zaraz wszystko wruci do normy..(w jakim byliśmy błędzie) Cała grupa była tak wystraszona że naprawdę trudno to opisać.Na domiar zlego jeden z naszych kolegów traci przytomnosć ,nie wiemy dlaczego ale po chwili dochodzi do siebie.Aplikujemy mu jakieśBulgarskie tabletki istaje na nogi .Nie wiemy co robić czy wzywac pomoc ,ale nie bardzo jest jak a najgorsze co można by zrobić wtej sytuacji to rozdzielić sie.cala nawałnica trwała około 2 godzin nam sie wydawało że całą wieczność.Jeden Bóg raczy wiedzieć jak udało nam się dotrzeć do schroniska.Wschronisku dowiadujemy sie że jakaś grupa błądzi po CZechosłowackiej stronie, nie mysląc długo sądzimy że to własnie o nas chodzi, pakójemy manele i w nogi.Trzeba pamietac ze wuwczas za nie legalne przekroczenie granicy groził kryminał i nikogo to nie obchodziło czy zrobiłeś to świadomie czy też nie,w tedy granica to granica i basta Wszystko dobrze się skonczyło ale piszę to ku przestrodze mało odpowiedzialnych turystów ,tudziesz wychowawców którzy nie jedno krotnie zabierają dzieci,kompletnie nie przygotowane na mogące zaistnie ,totalne zmiany pogody,piszę ruwnież do tych którzy uważają że Babia to taka sobie górka tylko trochę wieksza niż pozostałe w beskidach .Mnie nauczyła szacunku do gór , iteraz wiem jedno,mineło od tej pory prawie 30lat,iteraz wiem po prostu wiem kiedy góra mówi NIE.
Pozdrawiam wszystkich formułowiczów

Avatar użytkownika
Młodszy
 
Posty: 214
Dołączył(a): Śr 01 lut, 2006
Lokalizacja: Kraków

Re: Gdy góra chce zabić...

Śr 15 mar, 2006

Ciekawe historie można tu przeczytać. Byłem na Babiej ze 3 razy, ale na szczęście nie trafiłem na żadne załamnania pogody. Przeciwnie - raz udało mi się trafić na niesamowitą pogodę. Widoczność niezwykła, Tatry jak namalowane, 3 Korony, Pilko, kominy Skawiny i wszystko dokoła jak na dłoni. Szkoda, że nie miałem jeszcze wtedy cyfrzaka...
A najgorsza pogoda chyba trafiła mi się w czerwcu w Tatrach Zachodnich, w okolicach Grzesia. Deszcz lał strumieniami ... pod kurtkę, od dołu! Tak wiało, że niosło wodę stokiem do góry :-D
Żyj tak, aby znajomym twoim zrobiło się nudno, gdy umrzesz.
(Julian Tuwim)

Gość
 

Re: Gdy góra chce zabić...

N 19 mar, 2006

Ładnie opisana historia ale nie można lekceważyć żadych gór zwłaszcza zimą.Dianek uważaj proszę zimą w górach.Przed 10 laty-też w listopadzie dwóch 16-latków z Tarnowa wybrało się w Beskid Sądecki.Mieli zamiar iść z Rytra na Przechybę ale zmienili zamiar i poszli na Łabowską Halę.Zaczęło intensywnie sypać.Mieli dotrzeć w sobotę wieczór ale nie dotarli.Rodzina zawiadomiła GOPR ale szukano ich w rejonie Przechyby gdzie rzekomo mieli być.Niestety odnaleziono ich w środę rano kilkaset metrów od schroniska na Łabowskiej.Jeden z nich miał ciężkie odmrożenia,które skończyły się amputacjami,drugi niestety nie miał tyle szczęścia i nie przeżył tej przygody.Bardzo łagodna i pozornie bezpieczna góra potrafiła zabić zimą nieprzygotowanych młodych ludzi lekko ubranych bez karimat.Na Babiej dochodzi jeszcze zagrożenie lawinowe.Pozdrawiam!

Avatar użytkownika
jano
 
Posty: 654
Dołączył(a): So 04 mar, 2006
Lokalizacja: Krynica

Re: Gdy góra chce zabić...

N 19 mar, 2006

Przepraszam znowu się nie zalogowałem.Jeszcze raz pozdrawiam
Partnera w górach nie zostawia się -nawet jakby był bryłą lodu

Poprzednia strona
Powrót do Karpaty

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość