zawsze ufaj śladom.../?!/

Tatry, Pieniny, Beskid Śląski, Beskid Mały, Beskid Makowski, Beskid Żywiecki, Beskid Wyspowy, Gorce, Beskid Sądecki, Beskid Niski, Bieszczady i Góry Sanocko-Turczańskie

Moderator: Moderatorzy

Avatar użytkownika
dianek
 
Posty: 556
Dołączył(a): Wt 01 lut, 2005
Lokalizacja: Nowy Zamek w Krainie Deszczowców
Ulubione góry: wypukłe :P

zawsze ufaj śladom.../?!/

N 17 kwi, 2005

Pkt.1-zawsze ufaj śladom turówek GOPR’owca...
Pkt.2-jeśli nie jesteś pewien czy doprowadzą cię do celu...
To patrz pkt.1...

9.02.2005r.-środa
Godzina 21:00
Kładę się do łóżka, wszystko wokoło nasycone jest już zapachem przygody, zapachem gór, świat szczęśliwie podąża w kierunku jutrzejszego dnia. Dopijam ostanie łyki herbaty z miodem i cytryną- nieziemsko mnie łamie w kościach... i jeszcze ta głowa- wszystko mnie boli. Czyżby mnie brała jakaś grypa?! Teraz?! Jak jutro po trzech miesiącach przerwy jadę w góry?! Powoli uciekają ze mnie cząstki optymizmu, z cięższym sercem opuszczam powieki. Zapadam w niespokojny sen.

10.02.2005r.-czwartek
Godzina 1:20
Budzę się-nie mogę zasnąć-zasypiam.
Godzina 3:30
Budzę się-nie mogę zasnąć-zasypiam.
Godzina 5:25
Budzę się-nie mogę zasnąć-zasypiam.
Godzina 6:00
Budzę się-wyłączam budzik nastawiony na 6:05-nie chcę mi się wstawać. Z łóżka ściąga mnie tata. Włączam auto-pilota. Na śniadanie jem nie wiem co, ubieram się w to co przygotowałam poprzedniego dnia, nie wiem jak znajduję się pod „Polibudą”, w miejscu postoju busów.
Godzina 7:05
Biały Mercedes. Euro-Bus. Linia Kraków-Jordanów. Niewygodne, niebieskie fotele. Słuchawki przyjemnie przytuliły się do moich uszu. Oczy jeszcze raz zwróciły się w stronę błękitnego, krakowskiego nieba. Ostatnie, co słyszałam, to niski głos kierowcy oznajmiający dwadzieścia stopni mrozu na zewnątrz.
Jordanów.
Godzina 9:00
Z przyjemnego, głębokiego snu brutalnie wyrywa mnie kierowca busa. Mniej więcej przebudzam się, zbieram sprzęt i przesiadam się do ciepłego Fiata Punto. Krótkie „cześć”, „dzień dobry” i staram się jakoś obudzić. Ciężka sprawa, gdyby nie blade słońce na błękitnym niebie, byłabym przekonana, że to środek nocy.
Sidzina
Godzina 9:30
Budzę się pod drzewem z biało-czarnym paskiem na pniu. Robi się przyjemnie ciepło i miło, a sympatyczny spacerek na Halę Krupową przed nami. Szykuje się (nie)poważna wyprawa w duecie...
Zakładam plecak, wrzucam aparat na szyję i ruszam do góry. Dookoła zawężona gama barw. Boski błękit nieba, blada żółć słońca, nieskalana biel śniegu i soczysta zieleń choinek. Cały świat przepełnia radość i optymizm czwartkowego poranka. W powietrzu unosi się cichy szept bieszczadzkich aniołów. Znowu?! Co bieszczadzkie anioły mogą robić w Beskidach?!
Trafiamy na rozwidlenie szlaków. Czarny prosto-zamknięty z powodu usuwania szkód po wiatrołomach sprzed kilku miesięcy. Gospodarczy-w prawo. Zatrzymujemy się na dłuższą chwilę. Złamać prawo i iść ku przygodzie, czy ruszyć legalnie ubijaną przez skuter drogą? Nie ryzykujemy tym razem. Rozsądek nakazuje iść szlakiem gospodarczym. Ze szlochającą duszą szaleńca ruszamy pod górę. Co kilkanaście minut przerwa na foto. Spacerek jak najbardziej rozrywkowy...
Trafiam na powieszonego, drewnianego aniołka na pniu jednej z choinek. Niemy, samotny, wtulony w zmarszczki sosnowej kory. Świat mimowolnie staje się rajem.
Kilkanaście minut przed południem docieramy na Halę Krupową. Przed wejściem do schroniska wita nas spore „WITAMY!” wyrzeźbione w jednej z zasp.
Z uśmiechem na twarzy wchodzimy do jadalni. Nie jesteśmy sami. W Sali jest ok. 20 osób. Dwudziestu mężczyzn. I ja sama. Po chwili jednak okazuje się, że owi turyści są...braćmi, ojcami, czy kimś tam jeszcze...duchownymi jakimiś w każdym bądź razie. Ściągamy plecaki, rzucamy kije w kąt i siadamy przy jednym ze stolików. Zjadamy „obiadek” i dogadujemy się z chłopakami co do ich i naszej trasy. Ojcowie (bracia czy kto tam inny) zamierzają przetrzeć szlak na Krowiarki- rewelacja, idą naszą trasą- będzie łatwiej. Wychodzimy jakieś 20min. po naszych „przecieraczach”.
Śnieg sięga kolan. Kilkucentymetrowe, lodowe liście ogarniają wszystko wokół. Zmrożone płatki szeleszczą miło przy każdym naszym ruchu. W powietrzu unosi się rześki zapach wolności, a blade słońce śmieje się beztrosko wysoko ponad nami.

Na Halę Śmietanową docieramy o 15. Zaczynam się mięć wątpliwości, co do naszych obliczeń czasowych. Jesteśmy ok. godziny do tyłu. Nie opuszcza mnie jednak ani gram optymizmu i dobrego humoru. Po krótkiej przerwie, zbieramy bety i...zauważam, że nasi ojcowie (bracia, czy ktoś tam jeszcze) „przecieracze” się rozdzielili. Dwie osoby ruszają tak jak się umawialiśmy, cała reszta poszła żółtym szlakiem do Lajkonika. Jednomyślnie, bez wątpliwości ruszamy, trzymając się wcześniejszych zamierzeń.
Idzie się ciężko, powoli. Co klika chwil zapadamy się w śniegu pod powalonymi drzewami. Szlak jest słabo przetarty, jednak nam nie przysparza to żadnych, większych problemów, wręcz dostarcza ogromnej zabawy. Czujemy się jak dzieci tropików wypuszczone na wolność w świat śniegu.

Beztrosko podążamy śladami ojców (braci, księży, czy kto tam wie, kogo jeszcze) „przecieraczy” i śladami turówek GOPR’owca nieco tracąc orientację w terenie.
Wokół nas wirowały identyczne drzewa, szaro-brązowe pnie śpiących sosen tuliły białe płatki śniegu próbując się ukryć przed delikatnymi promieniami zachodzącego, zimowego słońca.

Zaczynam się zastanawiać, dlaczego ludzie tak panicznie boją się zmroku na szlaku. We dwójkę bezskutecznie próbujemy znaleźć odpowiedź na to pytanie. Mimo wielu argumentów Marcina, ciekawość i pragnienie poznania odpowiedzi pozostaje we mnie.
Dochodzi 16:45. Świat z minuty na minutę coraz głębiej zanurz się w szarość. Tylko biel śniegu wyraźnie zaznacza ślady przed naszymi stopami. Monotonność i chwilę zadumanej szarości nagle zaburza szlak, który lekko odbija od śladów turówek i butów. Zatrzymujemy się na chwilę. Zastanawiamy się, którą drogę wybrać, robi się coraz ciemniej, postanawiamy więc iść śladami, jednak, gdy te odbijają jeszcze bardziej w lewo i w dół, decydujemy się wrócić na szlak. Bezskutecznie- śnieg jest zbyt głęboki, a szlak zbyt trudny, pozostaje nam zatem jedna droga- torowaną przez GOPR’owca i ojców (braci, księży, czy jak tam kto woli) „przecieraczy”. Z uśmiechem na twarzy i ironią w głosie, pewni, że ślady doprowadzą nas bezpiecznie do celu układamy mały kodeks postępowania w górach:
Pkt1-zawsze ufaj śladom gopr’owca
Pkt2-jeśli nie jesteś pewien, czy doprowadzą cię w upragnione miejsce, to...patrz pkt1.
Tak, pewni siebie, rozpromienieni ruszyliśmy w dół. Czas płynął nieubłaganie, szarość ogarniała wszystko wokół, na niebie pojawiły się pierwsze gwiazdy, a my...my trafiliśmy na dowód obalający stworzone jakiś czas temu tezy. Przed naszymi oczami pojawił się obraz wyrywający z naszych ust kilka siarczystych słów. Ślady butów schodziły w lewo, w dół, trop turówek gopr’owca natomiast odbijały w prawo, w górę. W oczach przyjaciela odnalazłam szczyptę rezygnacji i strachu...w mej duszy gościł spokój.
Dochodziła 17:15. Planowo powinniśmy być już na dole. Nie wszystko szło zgodnie z planem. Krótki telefon do rodziców Marcina:
„Będziemy za jakiś czas, czekajcie na Krowiarkach, zadzwońcie za 30 minut jakbyśmy się nie odezwali, wszystko pod kontrolą, nie dało rady szlakiem, idziemy po śladach”. Dobry kit, bo świeży. Inaczej się tego nie dało skomentować, nie chcieliśmy, żeby ktokolwiek się martwił, przecież wszystko było pod kontrolą...a przynajmniej tak nam się wydawało...
Ruszamy w dół, co chwilę zapadamy się po pas w śniegu, idzie się dosyć ciężko, ale utrzymujemy szybkie tępo, zmęczenie zostało gdzieś daleko za nami...
Kilkakrotnie mijamy potok, za każdym razem zapadając się w wąwozie. Gwiazdy na niebie kołyszą się lekko wśród ciszy, księżyc spogląda na nas z ukrycia. Pomarańczowe światła w oddali dodają otuchy- wyciągam mapę i latarkę. Diagnoza naszego położenia jest krótka- idąc w tym kierunku nie mamy szans ominąć drogi, kiedyś musimy trafić na asfalt.
Ruszamy w dół, po śladach, zupełnie na przełaj, w ciemności wchodzimy w las, z lasu wychodzimy na polanę, z polany znów w las... Nie dopuszczam do siebie strachu, wystarczy, że widzę go w oczach Marcina, kurczowo trzymam się myśli, że to ja odpowiadam za tę wyprawę, że teraz to ja mam to wszystko trzymać razem i tak jak należy.
Po raz kolejny zanurzamy się w ciemności ogarniającej szczelnie każdą igłę, każdego najmniejszego świerka. Kolejny telefon. Jest 17:45, a my nie mamy pojęcia gdzie jesteśmy. Wiemy, że już gdzieś nisko, gdzieś niedaleko, wiemy, że jeszcze zostało nam kilka może kilkanaście minut drogi. Marcin uspokaja rodziców i odkłada słuchawkę. Z lasu wychodzimy na następną polanę. Kolejny fragment bez drzew, a przecież na polanie miała być droga. To jest trzecia polana, która mijamy, a drogi nie widać. Za to dostrzegam po raz kolejny rezygnację i strach w oczach przyjaciela, też już powoli mam tego dosyć, kieruję swoje zielone oczy w stronę horyzontu. Szukam zieleni, szukam nadziei, i gdzieś w oddali zauważam dwa małe, blade światełka. Daleko, i bliżej, bliżej, bliżej...i jeszcze bliżej i całkiem blisko, i znów dalej i dalej, i daleko...i zniknęły...bezpowrotnie. Zaraz, zaraz...to przecież był samochód! No tak droga faktycznie miała przechodzić przez sam środek polany!
Niesamowita radość i świadomość zwycięstwa wyrzuca z nas wszystkie negatywne uczucia i obawy. Weseli i szczęśliwi wybiegamy na dwu metrową zaspę przy drodze, rozsiadamy się, wyciągamy herbatę, mapę, telefon. Mijające nas samochody dziwnie zwalniają ( chociaż ja też bym zwolniła widząc dwoje młodych ludzi oblepionych śniegiem, siedzących na poboczu w szczerym polu o takiej godzinie;) ), a my beztrosko czekamy na rodziców Marcina. Śmiejąc się po kilku minutach lądujemy w ciepłym samochodzie, a po półgodzinie jesteśmy już w domu.
Nabieram coraz większego szacunku do gór, to chyba nie był monotonny spacerek, chociaż dalej nie wiem, dlaczego ludzie boją się zastać zmierzch na szlaku...nie było przecież tak źle;) No tak, bo my nie szliśmy szlakiem...
I kolejna przygoda szczęśliwie się skończyła...tylko księżyc do dziś śmieje się z naszej matematyki...

Avatar użytkownika
Kuba (Cesarr)
 
Posty: 547
Dołączył(a): So 05 mar, 2005
Lokalizacja: Poznań
Ulubione góry: .

Re: zawsze ufaj śladom.../?!/

N 17 kwi, 2005

Czytając twoje relacje odnoszę wrażenie, że ile razy gdzieś idziesz to zawsze wpadasz w kłopoty (biedny ten twój przyjaciel Marcin) :) ale opowiadanie super: trochę straszne i śmieszne. najbardziej podobał mi się tekst o zielonych oczach :)

dianek napisał(a):Za to dostrzegam po raz kolejny rezygnację i strach w oczach przyjaciela, też już powoli mam tego dosyć, kieruję swoje zielone oczy w stronę horyzontu.
horyzont - linia wyznaczająca kierunek marszu

Avatar użytkownika
dianek
 
Posty: 556
Dołączył(a): Wt 01 lut, 2005
Lokalizacja: Nowy Zamek w Krainie Deszczowców
Ulubione góry: wypukłe :P

Re: zawsze ufaj śladom.../?!/

N 17 kwi, 2005

heh...dzieki:)
bo widzisz...ja mam wrodzona zdolnosc do robienia sobie krzywdy...takie fatum;) i dzieki temu inni ludzie maja przynajmniej zapewniona dodatkowa dawke adrenalinki:D takie urozmaicenie, na wypadek, gdyby mialo byc zbyt nudno;)
P.S. z definicji wpadania-nie wpadam:P
P.S.S. marcin nie jest biedny;) jemu chyba ten moj nie fart odpowiada;) a przynajmniej nie przeszkadza;)
P.S.S.S. niump bo zielone oczka fajne sa:) kolor nadziei...

mklimek
 
Posty: 91
Dołączył(a): Wt 22 mar, 2005
Lokalizacja: Łódź

Re: zawsze ufaj śladom.../?!/

N 17 kwi, 2005

czytajac dianek twoja relacje musze stwierdzic ze kurcze historia to sie jednak powtarzac lubi. Wyobraz sobie ze identyczne zdarzenie prawie dokladnie w tym samym miejscu przytrafilo sie mnie pod koniec grudnia, szedlem ze znajomymi (kurs przewodn. besk) wlasnie z Krupowej, niestety nie mielismy szczescia i zadna ekipa duchownych braciszkow/ojczulkow przed nami nie szla tak wiec na Smietanowa szlismy 4,5 godzinki :cry: pozniej pojawily sie slady jakiejs tourowki (chyba nawet dwoch) wiec razniej kroczylismy na Krowiarki snieg tez jaby mniejszy byl .... i wlasnie na jakies pol godzinki przed przelecza slady nart zaczely skrecac w dol a szlak nieprzetatry lekko pod gorke mysmy oczywiscie poszli na latwizne za sladami po jakims czasie slady skrecaly ostro wlewo i wygladalo na to ze do asfalciku nie zaprowadza na szczescie wpadlismy na w miare widoczna stokowke (ktora co jakis czas wchodzila w niezbyt zamarzniety potoczek :D ) i nia juz spokojnie dotarlismy na szose stad jeszcze ze 20 min pod gorke i juz mozna bylo zjesc czekoladke na Krowiarkach, a stamtad po godzince z kawalkiem (a moze troche dluzej) osiagnelismy Markowe Szczawiny
.... a swoja droga to ciekawe ile osob owe tajemnicze tourowki sprowadzily ze szkaku na manowce :D :D

Avatar użytkownika
dianek
 
Posty: 556
Dołączył(a): Wt 01 lut, 2005
Lokalizacja: Nowy Zamek w Krainie Deszczowców
Ulubione góry: wypukłe :P

Re: zawsze ufaj śladom.../?!/

N 17 kwi, 2005

no wlasnie...dolozylam turowki do listy rzeczy ktore potrafia sprowadzic czlowieka na granice rezygnacji:P
ale i tak bylo genialnie:)

hadriel
 

Re: zawsze ufaj śladom.../?!/

Pn 18 kwi, 2005

To już drugi taki pechowy wyjazd w twoim wydaniu... (a może więcej ich było :D)

Nie sądzisz, że daliście sobie za dużo do przejścia jak na zimowe warunki i do tego tak późny start (9:30). Ja bym na waszym miejscu wyszedł na Śmietanową i stamtąd do Zawoi..

szmyf
 

Re: zawsze ufaj śladom.../?!/

Pt 22 kwi, 2005

ehhh-dianek-znowu :D hehe-no coz - dobrze ze w gorcach zesta sie nie pogubili - za zimno bylo na szukanie was :P a tak serio - daj znac czy wasza wizyta na bodajze 15.V na chacie jest aktualna czy cus - tylko jakos tak najlepiej sms bo tylko piore ciuchy-zdaje egzamin i spadam w gorce znowu

Avatar użytkownika
dianek
 
Posty: 556
Dołączył(a): Wt 01 lut, 2005
Lokalizacja: Nowy Zamek w Krainie Deszczowców
Ulubione góry: wypukłe :P

Re: zawsze ufaj śladom.../?!/

N 24 kwi, 2005

szmyf..ty nie wiesz o wszystkim;) napisz opowiadanko to poczytasz..ze to tez nie bylo zwykle wyjscie;) nie ze mna takie numery:D

TomekN
 

NIE zawsze ufaj śladom!!!

Pt 07 lip, 2006

Cześć wszystkim, pozdrawiam jako nowy na tym forum!

Dla zrównoważenia temperatury rzuciłem się na zimowe archiwum i znalazłem coś bliskiego! Tej samej zimy nasunęły mi się takie przemyślenia:
http://gropa.pl/forum/phpbb2/viewtopic.php?t=2170

I tak się składa, że w tym kwietniowym terminie to mogły być moje ślady.

Wszystkich amatorów podążania za "turówkami" lojalnie ostrzegam:
1) NIE wszystkie turówki są używane przez GOPRowców! Mają je także np. leśnicy, SG, o całkiem prywatnych dyletantach jak ja nie wspominając...

2) cel wycieczki turowca może być nieco rozbieżny z waszym :wink: są zboczeńcy, którzy zjadą w dolinę tylko po to, by zaraz "wyfoczyć" znowu na górkę w kopnym śniegu;

3) jeżeli widzisz, że narciarz zapadałał się do kolan, a idziesz "na butach", to z Ciebie będzie wystawał tylko pompon...

4) Dianek, jak będziesz chciała pochodzić po śladach turów po Paśmie Polic, to uprzedź - bedę się trzymał szlaków albo poczekam :wink:

Pozdrawaiam,
Tomek

Powrót do Karpaty

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość